Jeszcze krotko o Melbourne i zaraz potem Sydney, Brisbane i Cairns

Finalnie spedzilismy w Melbourne troche wiecej dni niz planowalismy, glownie za sprawa naszej gospodyni, ktora zdecydowala wyjechac na kilka dni i zostawila nam dom wraz z samochodem (sic!) pod opieke. Kota tez ale ta bestia byla w miare bezobslugowa (poza glaskaniem i czochraniem jak sie wpychal na kolana). Skorzystalismy z tej okazji bez mrugniecia okiem, poniewaz dzieki temu moglismy zobaczyc jeszcze wiecej tego ciekawego miasta. Dodatkowo, w pewnym momencie do miasta dotarli nasi starzy znajomi z Austrii – Gunay i Werner, ktorych goscilismy w Warszawie przed naszym wyjazdem w swiat. Nadrobilismy zaleglosci w naszych podrozach i dowiedzielismy sie wiele na temat Australii i przede wszystkim Azji (gdy my bylismy rok w Nowej Zelandii, Gunay i Werner przejechali z Europy do Australii ladem).
Jak wspomnielismy wczesniej, mielismy do dyspozycji samochod – starego Forda Falcona 4.0 w LPG. Wygodny i bardzo tani w eksploatacji, poniewaz paliwo w Australii kosztuje ok 1,6 dolara za litr a LPG tylko 0,7 dolara. Dzieki temu moglismy wybrac sie na calodniowa wycieczke po Great Ocean Road (widokowa trasa pomiedzy Melbourne, a Adelajda). Widoki ekstra ale dlugosc calej trasy i ilosc zakretow zmusila nas do zawrocenia w polowie.

W koncu musielismy przemiescic sie do Sydney, a wybor padl na samolot – najtansza i najszybsza opcja w Australii, chociaz najbardziej uciazliwa ze wzgledu na ilosc pasazerow, odprawy bagazy, bramki bezpieczenstwa itp. Tanie linie to Virgin, Jetstar i Tiger, w kolejnosci od drozszej i troche lepszej wygody, do najtanszej i wygody rodem z wagonow bydlecych polskiego PKP. Nie lecielismy jeszcze tylko Jetstarem ale polecamy bardziej Virgin niz Tiger’a, jezeli ktos ceni “ludzki” komfort za pare dolarow wiecej – Tiger w Melbourne nie ma nawet wlasnego terminala, tylko tzw. Szope z blachy, w ktorej ledwo co mieszcza sie pasazerowie i jest zimno, a do samolotu idzie sie na piechote przez pas startowy, nie wspominajac o jak zwykle osobliwych manierach ludzi latajacych tanimi liniami lotniczymi.
W kazdym razie dotarlismy i na lotnisku w Sydney czekala juz na nas nowa gospodyni, ktorej domem i kotem mielismy sie opiekowac przez kilka nastepnych dni – Leanne. Od razu zlapalismy wspolny jezyk i tematy do rozmow, a kotem okazala sie piekna bialo-rudo-przypalana kotka imieniem Mirage, ktora jest chyba najbardziej ciekawskim kotem jakiego tu spotkalismy. Nastepnego dnia Leanne wyjechala, kupujac nam jeszcze na odjezdnym po bilecie tygodniowym na cale Sydney (pomimo naszych prosb i staran nie chciala zwrotu pieniedzy, wiec przyjelismy ten prezent z wielka wdziecznoscia).
Sydney – pierwsze, najwieksze i najstarsze miasto w Australii ma w sobie zupelnie inny klimat, ktory nie do konca nam odpowiada. Jest mocno biznesowe i glosne, przy tym lekko chaotyczne i brudnawe zarazem. Do tego wszyscy gdzies gonia… Pierwsze wrazenia byly co prawda bardzo pozytywne (harbour bridge, opera house, circular quay i inne okolice sa bardzo ladne), jednak na dluzsza mete czlowiek sie bardzo meczy tym calym zgielkiem, halasem, waskimi chodnikami, wielkimi podziemnymi stacjami, bieganiem i trabieniem samochodow. W porownaniu do Melbourne przegrywa na calej linii. Posiada natomiast bardzo fajny i w pelni wykorzystany przez miasto sposob komunikacji – promy. Sydney jest, mozna powiedziec, niefortunnie dla komunikacji polozone naokolo wielkiej nieregularnej zatoki, ktora wplywa glebiej w rozne rejony miasta. Jest to o tyle problematyczne, ze wszelaki transport publiczny jest niezbyt efektywny pod wzgledem wygody i szybkosci. Czasami zeby przejechac z jednej dzielnicy do drugiej trzeba objechac cala zatoczke, a to zajmuje prawie godzine! Z pomoca przychodzi bardzo pokazna siec promow, ktore dodatkowo wlaczone sa w bilety sieciowe komunikacji miejskiej i kursuja dosyc czesto pomiedzy kilkudziesiecioma przystaniami w calym miescie. Do tego bardzo dobry standard promow i czesto-gesto darmowe wifi zapewniaja bardzo wysoki komfort poruszania sie pomiedzy punktami widokowymi.
Szczerze mowiac, promy podobaly nam sie chyba najbardziej w calym miescie. No moze jeszcze Bondi beach, ktora, jak wszyscy mowia, w sezonie jest bardzo oblegana i “fajansowa” ale my docenilismy Jej walory w mniej zatloczonym sezonie (w koncu zima tu jest, 20 stopni tylko). Spodziewalismy sie rowniez wiecej po wycieczce do Blue Mountains… Owszem ladne widoczki i ciekawe szlaki ale nie kosztem nizszej temperatury i dwugodzinnej jazdy pociagiem w jedna strone (totally overrated!).
No i bysmy zapomnieli nawet wspomniec, ze rownie mila niespodzianka bylo zlokalizowanie w Sydney klubu Polskiego w dzielnicy Ashfield! Ktos nam dal cynk i pojechalismy zobaczyc z czystej ciekawosci. Poczatki byly raczej mizerne (club vibrations? Nie o taka Polske walczylim) jednak gdy zaszlismy z drugiej strony zastalismy ogromne godlo na scianie, historyczne mundury wojskowe w gablotach na korytarzu, pelno memorabilii i co najwazniejsze – polskie piwo. Nic tu nawet nie smakuje podobnie jak polska Warka i Lomza. Miod w nasze gardla! Do tego przemili Panstwo emigranci za barem i przed barem, ktorzy umilili nam ten wieczor i nawet odwiezli potem do domu.

A teraz zaleglosci ze sprawek terazniejszych. Ruszylismy z Sydney pociagiem w strone Brisbane, dokladnie do Byron Bay. Koszt pociagu duzo nizszy niz samolotu (80AUD, zaczal sie niski sezon) ale za to podroz trwa 14h. Stamtad dalej na polnoc, do Cairns. Udalo nam sie zabookowac relokacje samochodu z wypozyczalni. Bardzo dobry uklad, bo mozna przeprowadzic taki samochodzik w inne miejsce, placac tylko za paliwo i symboliczne wypozyczenie 5$ za dzien. Dalej z Cairns uderzamy juz do Darwin. Tutaj bedzie jeszcze ciekawiej, bo bedziemy relokowac samochod 4×4 przerobiony na campervan’a. Jak ktos nie wie jak takie cos wyglada, to mozna zobaczyc na stronie firmy Apollo rentals Australia 🙂
Finalnie, wylatujemy z Darwin do Indonezji (Bali) 10 Sierpnia. Musimy jeszcze tylko dokupic bagaze, bo tak wyszlo, ze zabookowalismy bilety bez nich 🙂

Na razie do napisania! Mamy nadzieje, ze w koncu zobaczymy jakies kangury i misie koala poza miastami. Wyczekujcie zdjec!

Last minute update:
Pociag zmeczyl nas niemozebnie, bo raz, ze to bardzo dlugie siedzenie na tylku, a dwa, ze wspolpasazerowie nie za bardzo przejmuja sie innymi (ogladanie filmow na laptopie bez sluchawek, biegajace rozbrykane dzieci, glosne rozmowy, bekanie, chrapanie i inne takie). Transfer autobusem do Byron Bay tez nie nalezal do najlepszych w naszym zyciu (kiepskie godziny po prostu). W Byron Bay zjawilismy sie przed wschodem slonca, pokrecilismy sie troche po plazy i poczekalismy na mozliwosc zrzucenia plecakow do noclegowni. Udalismy sie potem na spacer do latarni morskiej wypatrywac delfinow, wielorybow i zolwi morskich, a nastepnie z powrotem do miasteczka na kawalek zycia nocnego. Poza tym nic tu tak naprawde nie ma, wiec zgodnie z planem nastepnego dnia wybralismy sie lapac stopa w kierunku Brisbane. Dotarcie do Gold Coast zajelo nam prawie caly dzien, poniewaz bralismy az 4 autostopy (z dziadkiem hipisem, mlodym studentem, starszym farmerem i finalnie ojcem rodziny). Stamtad zlapalismy pociag podmiejski, ktory byl juz taniutki i zadekowalismy sie w hostelu w centrum miasta. Wybralismy sie jeszcze na nocne zwiedzanie i nastepnego dnia rano odbieralismy juz nasza furke do relokacji do Cairns. Europcar oddal nam do dyspozycji bialego Hyundaia i20 z silnikiem 1.4 benzyna w automacie (mial byc manual ale trudno). Ruszylismy na polnoc trasa Brisbane-Bundaberg-Mackay-Townsville-Cairns i w cztery dni pokonalismy 1700 km. Co ciekawe, dzieki checi jak najwiekszego zaoszczedzenia na paliwie, wdrozylismy chyba wszystkie mozliwe zasady eco-drivingu, jakie tylko istnieja dla automatow. Srednie spalanie na calej trasie – fanfary! – zaledwie 5,2 litra… A wypozyczalnia podaje az 9, hehe. Oczywiscie bylo wolniej i sporo kierowcow musialo sie nami ostro irytowac ale to niewazne, bo przeciez cel osiagniety. Mamy nawet wrazenie, ze gdybysmy nie odbijiali z trasy i nie kluczyli w miasteczkach, to moglibysmy spokojnie osiagnac poziom 4 litrow. Gdyby byl manual to kto wie, pobilibysmy moze nawet jakis rekord?

Jestesmy teraz w Cairns. Dopiero co oddalismy samochod do wypozyczalni i czekamy, az kolejny bedzie gotowy 26 lipca. Ma to byc kamper z napedem na 4 kola, toyota land cruiser z silnikiem 4.5L V8 w dieselu. Pewnie dobrego spalania to to nie ma ale za to mozna w nim spac i gotowac, wiec oszczednosci znajda sie gdzies indziej. Szkoda tylko, ze nie mozemy nim zjechac z drog asfaltowych i zobaczyc australijskich bezdrozy (takie warunki relokacji, niestety).
Co do Cairns, to po pierwsze, wjechalismy juz w tropiki (przekroczylismy zwrotnik koziorozca w Rockhampton) i jest cieplutko i slonecznie, po drugie, calkiem nam sie podoba. Jest nightmarket z azjatyckim zarciem, ladna esplanada i mamy calkiem niezly i tani hostel z basenem, barem, darmowym busem do miasta i wygodnymi lozkami. Miodzio. O dziwo, pomimo zimowej pory w Australii, na polnocy wyspy jest teraz najwyzszy sezon mozliwy, bo wszyscy przyjezdzaja z poludnia, gdzie zimno, a poza tym podobno tutaj lato jest nie do zniesienia (tropiki – wysokie temperatury, wilgotnosc i burze tropikalne). Taki strasznie dziwny szacher-macher z tymi sezonami…

Zdjecia wkrotce dodamy 🙂

20140722-191230-69150628.jpg

20140722-191232-69152300.jpg

20140722-191234-69154106.jpg

20140722-191438-69278163.jpg

20140722-191436-69276525.jpg

20140722-191441-69281986.jpg

20140722-191752-69472041.jpg

20140722-191748-69468567.jpg

20140722-191750-69470258.jpg

20140722-191856-69536720.jpg

20140722-191859-69539358.jpg

20140722-191857-69537407.jpg

20140722-192054-69654131.jpg

20140722-192105-69665194.jpg

20140722-192127-69687858.jpg

20140722-192141-69701107.jpg

20140722-192203-69723671.jpg

20140722-192244-69764733.jpg

20140722-192453-69893551.jpg

20140722-192451-69891826.jpg

20140722-192522-69922997.jpg

20140722-192520-69920929.jpg

20140722-192654-70014958.jpg

20140722-192656-70016644.jpg

20140722-192721-70041303.jpg

20140722-192719-70039546.jpg

20140722-192820-70100006.jpg

20140722-192818-70098348.jpg

20140722-192842-70122880.jpg

20140722-192908-70148199.jpg

20140722-192905-70145919.jpg

20140722-192947-70187144.jpg

20140722-193148-70308980.jpg

20140722-193150-70310636.jpg

20140722-193201-70321421.jpg

20140722-193238-70358655.jpg

20140722-193236-70356572.jpg

20140722-193341-70421779.jpg

20140722-193421-70461617.jpg

20140722-193419-70459779.jpg

20140722-193445-70485135.jpg

20140722-193602-70562330.jpg

20140722-193603-70563979.jpg

20140722-193637-70597042.jpg

20140722-193653-70613980.jpg

20140722-193656-70616925.jpg

20140722-193748-70668699.jpg

20140722-193814-70694211.jpg

20140722-193812-70692145.jpg

20140722-193825-70705540.jpg

20140722-194037-70837347.jpg

20140722-194039-70839028.jpg

20140722-194113-70873804.jpg

20140722-194110-70870758.jpg

20140722-194136-70896743.jpg

20140722-194234-70954596.jpg

20140722-194236-70956273.jpg

20140722-194303-70983637.jpg

20140722-194306-70986230.jpg

Advertisements

2 Comments Add yours

  1. K.Sz. says:

    Bardzo dobrze się czyta. Sporo zwiedziliście. Czekam na następne reportaże z podróży i zdjęcia. Może dacie w wolnej chwili opisy do zdjęć?

  2. Kate47 says:

    A kangury?

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s