Nocne pakowanie – wcale nie na silowni

Zaraz po Tongariro uderzylismy do Te Puke, swiatowej stolicy owocow kiwi. Tamze Kevin, nasz szef szefow, z ktorym poznalismy sie jeszcze hen hen temu w Kerikeri, sprawuje piecze nad jedna z pakowalni i moze zalatwi nam prace.
Jak sie okazuje, praca lezy na ulicy – zostajemy zatrudnieni na wejsciu, bez zbednych pytan, a papiery czekaly na nas juz prawie wypelnione. Tak to wlasnie przemysl kiwi sie kreci – pracuja glownie mlodzi ludzie na working holiday visa (backpackers, czyli po naszemu bekpakerka) i przemial jest taki, ze non-stop kogos brakuje, bo albo rusza dalej, albo nie wytrzymuje i szuka innej pracy.
Niestety, przypada nam nocna zmiana. Dzienna oczywiscie lepsza, wiec wszycy sie pchaja i tam nie ma problemu z zatrudnieniem. Nocna to co innego. Na dodatek startujemy tego samego dnia, czyli za kilka godzin. Niby fajnie, bo po co tracic czas, niby niefajnie, bo nie mamy kiedy sie otrzasnac po Tongariro. Szybko szukamy wiec jakiegos pokoju do wynajecia i na szczescie znajdujemy. Naszym landlordem jest sympatyczna kobitka w srednim wieku, z Izraela, ktora przyjechala do NZ ladnych pare lat temu i tutaj zalozyla rodzine. Pomimo tego, ze pracuje to lubi odkladac pieniadze na urlopy i wyjazdy, wiec podnajmuje jeden pokoj w swoim domu. Duzy pokoj z duza szafa i wygodnym lozkiem. Szczesliwie dla nas, bo praca w nocy na tasmie okazuje sie tak meczaca, ze spiac w samochodzie nie wypoczelibysmy ani troche. Na dodatek, nasze mieszkanie z Orma jest totalnie bezkolozyjne, bo jak konczymy nocna zmiane, to Ona juz wychodzi do pracy. Kazdemu taki uklad pasuje.
Mija tydzien i przyzwyczajamy sie do calej rutyny bez problemow. Spanie w dzien, praca w nocy. Nawet zmiany mijaja coraz szybciej. Nie musimy rowniez nic gotowac, bo w pakowalni jest etatowy kucharz i posilki sa dobre i tanie, a nawet placic nie trzeba, bo moga Ci odjac z pensji. Latwizna i wygoda. Mniej zakupow i zmywania!
Pracujemy tak przez pelen miesiac, az do zamkniecia sezonu. Filip jeszcze zalapal jakis wredny katar po drodze ale szybko sie z tego wykaraskal.
Na koniec zalapalismy sie na dwie pozegnalne imprezki, jedna mala w pakowalni typu lunch na koszt firmy i jedna duza typu wszyscy razem tance i piwo. Przyjemnie bylo, zwlaszcza, ze spotkalismy w pracy duzo ciekawych osob i moglismy sie w koncu wspolnie pobawic, pogadac, posmiac i wzniesc toast.
W miedzyczasie nadejszla ta wiekopomna chwila i wystawilismy na sprzedaz samochod razem ze sprzetem kempingowym. Zainteresowanie bylo male ale skuteczne, bo sprzedajemy oba w Auckland prawie zaraz po tym jak sie tam zjawiamy. Jeszcze W Te Puke sprzedalismy oddzielnie materac, co okazalo sie strzalem w dziesiatke, bo jeszcze na tym sporo zarobilismy 🙂

Australia zbliza sie juz coraz predzej, a my wciaz nie mozemy w to uwierzyc… Ciagle brzmi to abstrakcyjnie, chyba tak sie juz przyzwyczailismy do tego zielonego kraju. Ekscytujemy sie juz jednak niemozebnie, bo w koncu zobaczymy cos nowego, a tutaj juz nam sie wrecz wszystko troche znudzilo.
Na wszelki wypadek nie oczekujemy niczego specjalnego, zeby sie nie rozczarowac 🙂

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s