2014 – czas start

Pierwszy stycznia i nowe plany, nowe przygody. Nowy rok dał nam trochę w kość, więc potrzebowaliśmy snu. Nasza pierwotna miejscówka okazała się świetna pod względem ubocza i braku ograniczeń w parkowaniu, jednak rano słońce waliło tak, że obudziliśmy się spoceni już po zaledwie dwóch godzinach spania. Decyzja – szukamy cienia, więc Filip za kółko i jednym okiem przed siebie. Zajęło nam to godzinę! Wszędzie płaska zabudowa, parkingów przy drzewach brak, parkingów piętrowych również brak… Dramat. Przycupnęliśmy w końcu przy Papamoa Domain, bo akurat kilka drzew dawało cień na drogę ale na nasze nieszczęście obok było rondo i dość duży ruch. Gruba rura w subaru (mnogość ich tutaj) naprawdę utrudnia wypoczynek… Wstaliśmy po kilku godzinach i długo nie myślac, przebiliśmy się na plażę, żeby leżeć do góry brzuchem na swiezym powietrzu. Słońce, piasek i słona woda regeneruja jak nic innego! Napisaliśmy też do Kevina, naszego szefa z pakowalni w Keri, który oryginalnie pochodzi z tego regionu i któremu obiecaliśmy odwiedziny jeszcze w listopadzie. Wkrótce przyjechał po nas na plażę i ruszyliśmy za nim na jego włości. Kevin jest człowiekiem, który jak nic docenia balans pomiędzy praca a życiem prywatnym. Ma prace, ktora lubi, mieszka skromnie w domku niedaleko plazy i chodzi plywac w morzu codziennie, jego rodzina mieszka kilka przecznic dalej i czesto sie z nimi widuje. Akurat mial urlop, wiec mozemy bez przeszkod wspolnie objezdzac okolice, spedzac czas na rozmowach o swiecie i lekcjach bodyboardingu z jego najmlodszym synem, Zavierem, ogladac program o sportach ekstremalnych na kablowce, nawet namowilismy Kevina zeby obejrzal z nami “pianiste” polanskiego. Az zal za dupe nas sciskal gdy w koncu postanowilismy opuscic to jakze relaksujace miejsce. Mega odpoczelismy przez te kilka dni. Zobaczymy sie pewnie z Kevinem w kwietniu lub maju, gdy zacznie sie ostry sezon kiwi i wrocimy reperowac nasz budzet.
Nowy kierunek wyprawy – mclarens park, niedaleko Taurangi. Jak na razie najlepszy park/camping jaki znamy – 5 dolkow za dobe a nawet cieple prysznice sa za free. Spedzilismy tam kilka dni korzystajac z dobrodziejstw natury i na pogaduchach z dwoma mlodymi kanadyjczykami, ktorych nota bene uratowalismy, bo mieli w samochodzie dwa sflaczale kola i nie byli w stanie sie nigdzie ruszyc. Bardzo sympatyczne chlopaki, pozytywnie nastawieni do zycia i rowniez ciekawi swiata tak jak my.
Wkrotce trzeba bylo ruszyc sie dalej, a wlasciwie wstecz, bo z powrotem na polnoc, na polwysep coromandel. Specjalnie zwlekalismy z tym regionem, poniewaz jest to ulubiony kierunek wypraw wszystkich turystow (niemcy! Niemcy wszedzie!) oraz mieszczuchow z auckland, a zwlaszcza ostro sie przeludnia w okresie swiatecznym (camping w swieta to bardzo popularna tradycja). Po drodze zahaczylismy o kilka bardzo przyjemnych miasteczek na wschodnim wybrzezu, z ktorych kazde mialo swoja wlasna plaze i w wiekszosci byly juz bardzo puste, poniewaz wiekszosc domkow jest na wynajem. Z ciekawszych byly Katikati, czyli miasto murali i bardzo ladny publiczny basen, Waihi, ktore jest dosc duzym miastem z bogata przeszloscia przemyslu gorniczego (tuz obok jest ogromna odkrywkowa kopalnia zlota z mozliwoscia obejscia jej naokolo). W Whiritoa znalezlismy miejsce do parkowania w rezerwacie drzew pohutukawa. Podobno jak kwitna pod koniec grudnia to wygladaja przepieknie, sa cale krwisto czerwone. Whangamata okazala sie troche zbyt tloczna ale za to z ladna dluga plaza wygieta w delikatny luk. Tairua posluzyla nam tylko jako parking na dzikusa obok boiska do rugby i toalet publicznych oraz miejsce bardzo wczesnego sniadania (6 rano, ludzie z psami, pan sprzata w parku a my smazymy jajka na bekonie, haha). Dzieki temu, ze wstalismy tak wczesnie moglismy uderzyc na znana na calym swiecie hot water beach, czyli plaze z goracymi zrodlami. Fajna zabawa, bierze sie lopatke, wykopuje dolek w cieplym miejscu i jest spa. Mozna siedziec w kazda pogode, bo aktywnosc wulkaniczna podgrzewa zrodla do dosc wysokich temperatur. Problem tylko w tym, ze wszyscy, doslownie wszyscy turysci przylatujacy do NZ jada akurat w to miejsce. Niektorzy przylatuja nawet tylko po to. W zwiaku z tym waski odcinek plazy zamienia sie codziennie w male Tokyo… Czasami ludzie potrafia sie nawet niezle klocic o te dolki na plazy, slyszelismy, ze nawet dochodzi do rekoczynow. Nam sie upieklo, bo zajelismy dziure z rodzina nowozelandczykow i czas przyjemnie uplynal nam na gaworzeniu o pierdolach. Potem dla ochlody wskoczylismy do morza na krotki bodyboarding i ruszylismy dalej. Kolejnym przystankiem byla Whangapoua, gdzie nasze miejsce kampingowe mialo chyba najlepszy widok w calym miasteczku a obok bylo pole do paintball’a, co bardzo ucieszylo Filipa i od razu polecial gadac z wlascicielem. Nastepnego dnia rusylismy piechota na new chums beach, ktora wedlug rankingow jest jedna z najladniejszych plaz na swiecie. Mozna tam dojsc tylko na piechote i najlepiej jak jest odplyw, poniewaz wtedy odslania sie sciezka na skalach. Robi wrazenie, naprawde mozna tam dobrze odpoczac od cywilizacji, chociaz pewnie widzielismy juz tyle pieknych i dzikich plaz bedac w NZ, ze nie opadly nam kopary.
W tym momencie bylismy juz prawie na “dzikim” coromandelu, poniewaz porzadna droga odbija na wysokosci Whangapoua w lewo do miasteczka Coromandel i potem schodzi na poludnie. Gdy dojechalismy tam od razu udalismy sie do wedzarni ryb, zeby sprawdzic, czy trafimy na cos podobnego do naszych. Nic podobnego, ryby oczywiscie bardzo dobre ale wedzone bez ziol, soli i dodatkow wiec troche bez smaku. Nowozelandczycy nie doprawiaja miesa ani ryb tak jak my, co jest dla nas calkiem nowe. Poza wedzarnia w miasteczku C nie bylo nic ciekawego, wiec ucieklismy juz na daleka polnoc polwyspu i tego samego dnia dojechalismy dluga zuzlowa droga do campingu w Port Jackson. Co za miejsce (gdyby tak akurat nie wialo, mielismy wicher ok 45 wezlow)! Trudno tam dojechac i miejsce jest przepiekne, wiec zostalismy na dwie noce, zapatkowani z wyjsciem na samo morze. Polubilismy poranne bryzy zaraz po przebudzeniu i otwarciu drzwi vana, bedzie nam ich z pewnoscia brakowac jak oddalimy sie kiedys od wybrzeza…
Po port jackson musielismy uzupelnic zapasy, a wiec powrot do colville, poniewaz tam jest najdalszy sklep na polwyspie. Na jeszcze jedna noc zostalismy w tej czesci polwyspu ale po wschodniej stronie. Camping byl duzy i taki sobie, wiec nie zyskal naszej sympatii, za to na plazy spedzilismy na bodyboardach ze 3 godziny. Bylismy prawie sami, wiec zabawa z falami trwala w nieskonczonosc.
Wracajac na poludnie obralismy strone zachodnia, gdzie droga idzie nad samym brzegiem morza. Chcielismy stanac gdzies w polowie jednak tak nam dobrze szlo, ze dojechalismy od razu do Thames i tamze w koncu dorwalismy McDonalda – przez caly Coromandel chodzil za nami kiwiburger z wolowina angus. Pychota, zwlaszcza, ze w bulce jest sadzone jajko, bekon, plastry burakow i cala reszta specjalnosci. Po prostu mniam! Trzeba bedzie znalezc przepis i wrzucic na bloga 🙂
C.d.n.

Mega plaza w Taurandze Bay of Plenty

20140312-020710.jpg

W oczekiwaniu na wschod na Mt.mangounui – nie ostro bylo 😉

20140312-020735.jpg

Promyk nadzieji po 4h oczekiwania w ciemnosciach

20140312-020754.jpg

Jest swiatlosc!

20140312-020810.jpg

Pierwszy wschod slonca w 2014

20140312-020825.jpg

20140312-020836.jpg

20140312-020846.jpg

Czas wracac! Mamy lokalnych przewodnikow 😉

20140312-020901.jpg

Najlepszy szef i gospodarz na swiecie 😉

20140312-020915.jpg

Fauna Mclarren Parku – pelna harmonia 😉

20140312-020937.jpg

20140312-020959.jpg

20140312-021011.jpg

20140312-021017.jpg

20140312-021035.jpg

20140312-021046.jpg

Wszystko tam mieli. Nawet bojowe ale przesmieszne kaczki 😉

20140312-021117.jpg

20140312-021130.jpg

Kanada boys 

20140312-021214.jpg

Katikati – miasto murali

20140312-021240.jpg

20140312-021251.jpg

20140312-021309.jpg

Perkusjonalia z odzysku w Quarry Parku miedzy Katikati a Waihi

20140312-021332.jpg

Sztuka recyclingowa

20140312-021347.jpg

20140312-021404.jpg

Kiwi Gaudi

20140312-021421.jpg

Machina złotodajna

20140312-021445.jpg

Dmuchana flora

20140312-021457.jpg

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s