Kerikeri – they named it twice, because it’s so nice!

Po dwóch tygodniach spędzonych w Auckland w dzielnicy Onehunga, wyposażeni w “reliable vehicle”, pożegnaliśmy i obdarowaliśmy czym mogliśmy nowych przyjaciół i ruszyliśmy na północ. Tam przecież musi być cywilizacja;) Po 3-4 godzinach przyjemnej i komfortowej podróży, którą umilały nam wypasione oldmobile mijane na przeciwległym pasie (wracające pewnie z jakiegoś zlotu) dotarliśmy do domu Pana Briana na Waipapa Rd West (jakby ktoś miał ochote to można nas znaleźć na google maps). Nasz nowy tymczasowy dom znajduje sie ok.3km od “centrum” Waipapa i 10km od bardzo urokliwego miasteczka Kerikeri, które jest mekką surferów i backpackersów na północy. Hosteli backpackerskich jest tu jak psów, na każdym rogu. Naokoło miasteczek ciągną się sady owocowe, głównie kiwi, awokado i cytrusy, gdzie znajdują zatrudnienie Ci wszyscy backpackersi co potrzebują nieco grosza. Miasteczka dobrze jeszcze nie zwiedziliśmy, ale odhaczyliśmy ważniejsze punkty jak najstarszy dom w okolicy z 18ego wieku (tutaj to robi wrażenie, w przeciwieństwie do europy) czy rainbaw falls, czyli bardzo urokliwy i całkiem spory wodospad (ponoć miejscowi lubią z niego skakać, w co nie uwierze, póki nie zobacze ;)) Poza tym mieścina chyba jak każda inna, ale to jeszcze sprawdzimy.

Ledwie pozbyliśmy sie większości naszych dóbr materialnych na rzecz wyprawy w nieznanie z plecakiem na plecach, a już dorobiliśmy się na obczyźnie Vana i 10 akrów posiadłości z wielkim domem. A co! Na bogato! Polak potrafi!
Zdobycie samochodu kosztowało nas sporo wysiłku, ale jest 18letni (pełnoletni) Toyota Estima Emina 8sitter/people mover, jak to piszą w ogłoszeniach sprzedażowych. Kosztował nas 3200$ wiec calkiem dobra cena, szczególnie ze jeździ i wygląda bez zastrzeżeń, a przebieg o połowe mniejszy niż średnia dla tych modeli.
Dom z sadem w Weipapa obok Kerikeri to nasze lokum na trzy miesiące podczas gdy jego właściciele podróżują po europie, afryce i azji. Dom jest parterowy, ale bardzo rozlegly, także możnaby sie ganiać, czy na rowerze w środku jeździć bez problemu. Troche jest zaniedbany, bo mieszka w nim starszy Pan, który nie jest czyściochem i który korzysta jedynie z kilku pomieszczeń, pozostawiając reszte pod warstewką kurzu. To, że czyściochem nie jest spowodowało, że jego żona na stałe mieszka w Auckland, bo tego bałaganu nie zdzierżyła 😉 Małżeństwo jednak wciąż funkcjonuje, szczególnie w trakcie tych podróży po świecie. Specyficzny układ, ale po 60ciu latach małżeństwa pewnie można sobie pozwolić na pewne odstępstwa od utartych schematów.
A zatem w domu roboty nie brakuje. Na posesji tez mamy troche roboty z koszeniem trawnika na 10ciu hektarach, ale to łatwizna bo mamy kosiarke traktorek, wiec wystarczy tyłek posadzić i się wozić. Sama przyjemność. Poza tym musimy dokarmiać koty i to tyle w zamian za nieocenioną oszczędność na zakwaterowaniu.
Prace znaleźliśmy pierwszego dnia poszukiwań, ale niemałym fartem, bo teraz sezon zbiorów się zakończył i prace przeważnie mają tylko stali pracownicy. Szukaliśmy oczywiście pracy w sadach i pakowalniach owoców, bo na północy to główne źródło zarobków i przyjmują tymczasowych pracowników. Fart mieliśmy taki, że na parkingu jednej z pakowalni trafiliśmy na właściciela wielu sadów, pakowalni i innych nieruchomości okolicznych, który ogarnia robote dla wielu farmerów, także nie powinno nam zabraknąć zadań.
Przeważnie pracujemy na plantacjach owoców kiwi, gdzie przygotowujemy sady na wiosne. Przycinamy, zabezpieczamy, wywalamy chwasty, wywozimy i tego typu prace. Praca jest fizyczna, ale nie bardzo cieżka. Troche jak na działce. Cały dzień na słońcu, wiec przyjemnie. A potem śpimy jak dzieci 😉
Co dwa, trzy dni pracujemy też w pakowalni owoców, pakując avokado. Ta praca wydaje sie być lżejsza fizycznie, ale tak naprawde wychodzimy z niej bardziej zmęczeni niż po robocie w polu. Jest to całkiem ciekawe doświadczenie żeby stać się takim chińskim pracownikiem fabryki na taśmie, ale na dłuższą mete, mózg się lasuje i nogi w tyłek wrastają. Nasze zadanie tam sprowadza się przeważnie do pakowania owoców w pudełka o odpowiedniej ilości. Niestety jednak tempo taśmy reguluje tempo naszej pracy, więc nie można sobie podłubać w nosie czy wyjść na siku. Ńo chyba, że ktoś nas zastąpi. W przeciwnym razie, cała pakowalnia się nie zatrzyma tylko po to, żeby ktoś sie wysikał. Zatem tej fuchy nie lubimy, ale nie wybrzydzamy, bo kase chcemy uzbierać jak najszybciej i ruszyć dalej.
O zwiedzaniu dużo nie będzie w najbliższym czasie, bo nie mamy czasu i siły. No chyba że nowo poznani miejscowi gdzieś nas wyciągną, a my się damy.

Tymczasem czołem pracy!
😉

Urodzinowe babeczki dla Barbary od Carolyn, naszej gospodyni w Auckland
20130914-112802.jpg

Babeczkowy grumpy cat!
20130914-112813.jpg

Nawet szczesliwy numer nie pomogl w wyrwaniu aukcyjnej okazji…
20130914-112825.jpg

Pozegnalna kawa w Onehundze z naszymi gospodarzami w zaprzyjaznionej włoskiej knajpie
20130914-112840.jpg

Duuuuuzo fajnych fur mijalismy po drodze do Kerikeri, musial byc jakis zlot…
20130914-112943.jpg

20130914-112954.jpg

20130914-113017.jpg

20130914-113032.jpg

20130914-113039.jpg

20130914-113124.jpg

20130914-113138.jpg

20130914-113200.jpg

Kawakawa – kolejka parowa na środku głównej ulicy miasteczka!
20130914-120231.jpg

20130914-113259.jpg

Scone’y serowe – nasza nowa obsesja piekarska. Przepis wkrotce wrzucimy do odpowiedniej zakładki :))
20130914-113311.jpg

Jedyny uznawany przez Kiwi sposób podawania scone’ów. Ubita śmietana i dżem

20130914-113321.jpg

Krotka wycieczka do opito’s bay – w tym miejscu bylo kiedys maoryskie Pa

20130914-113334.jpg

Dalej maoryskie Pa

20130914-120013.jpg
Sad kiwi. Sznurkowanie

20130914-113433.jpg

Tablica w pakowalni owocow, dla nas niezle zaskoczenie. Polska Organizacja Turystyczna dziala preznie!
20130914-113445.jpg

20130914-113452.jpg

Koszenie 10 akrow w toku, nie takie hop siup. Dobrze, ze nie trzeba pchac 🙂

20130914-113458.jpg

Samochod uniwersalny. Mozna w nim spac, jesc, przemieszczac sie. I do tego MEGA wygodny, az sie nie chce wysiadac.
20130914-113537.jpg

Na deser – takie gatki kupil sobie nasz gospodarz podczas podrozy po Polsce
20130914-120351.jpg

Advertisements

One Comment Add yours

  1. K. Sz. says:

    Gratuluję wpisu, czyta się jednym tchem. Mimo zajęć prośba o kolejne zapiski z podróży. Nie sądziłem, że avocado rosną w Nowej Zelandii…

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s