Wycieczka rowerowa do Omaha

Specjalnie dla wszystkich, ktorzy wlasnie rozpoczynaja nowy tydzien pracy i ciesza sie, ze weekend sie finalnie skonczyl 🙂

Korzystajac z dnia wolnego po trzech dniach pracy, postanowilismy zwiedzic okolice Warkworth na rowerach. Na szczescie nasi gospodarze maja ich kilka, wiec moglismy je pozyczyc za darmo, nawet z kaskami (obowiazkowe na rowerze w NZ!). Co wiecej, Geoff zaoferowal sie podrzucic nas w dowolne miejsce i potem odebrac. Zyc, nie umierac. Wyruszamy, bo pogoda robi sie idealna – pelne slonce ale wciaz nie za goraco.
Naszymi rowerami okazaly sie – damka goral i kolarzowka. Ha! Damka nawet nowa, chyba Giant, amortyzacja i w ogole. Niewazne, bo kolarzowka! Czerwona z bialymi bandazami na kierownicy, przelozenia 2×7, marki Avanti – mistrz hipsterstwa! Zarzucilismy oba krazowniki do vana i po chwili bylismy juz w Point wells. Tam tez przywdzialismy kaski, Basi przypadla w udziale kolarka, Filipowi damka (bo wieksza) i mozna bylo zaczynac. Cel – Omaha.
Droga byla niezbyt krotka i o tyle wygodna, ze wiodla troche na skroty, a pozniej przez sciezke rowerowa tuz przy drodze. Gladko i przyjemnie. Po chwili przejechalismy zatoke i bylismy juz na polwyspie.
Omaha to mala miejscowosc polozona na przepieknym polwyspie, na wschod od Matakany (głównego miasta naszego regionu). Jest na niej pole golfowe, duuuzo przepieknych domow, ktore wygladaja na bardzo wymuskane i drogie, bardzo dluga i piekna plaza oraz rezerwat legowy ptakow morskich na samej polnocy. Ale po kolei. Pole golfowe to pole golfowe, nie ma sie co zachwycac, bo przeciez wszystkie wygladaja podobnie. Domy za to zasluguja na uwage, poniewaz wszystkie sa bardzo nowoczesne, “dizajnerskie”, zadbane, bogato wyposazone, a jednoczesnie wszystkie drewniane i bardzo przyjazne dla oka. Daleko tu do stylówy “szkło i metal” jaka mozna zobaczyc obok promenady w Międzyzdrojach, czy we Władku. Cala miejscowosc byla pusciutka, poniewaz jest to typowo weekendowa miejscowosc z domami letnimi i apartamentami na wynajem. Trafiliśmy zatem idealnie, żeby sie pokręcic i pozagladac w okna bez obaw, ze ktoś nas pogoni albo rozjedzie wielkim pickupem;) Plaza jest dluga, piaszczysta i w ksztalcie polksiezyca, co powoduje, ze fale rowniez maja ten sam ksztalt. Dosyc nietypowe, niespotykane i piekne zarazem. Z rezerwatem natomiast jest zwiazana pewna ciekawostka, poniewaz jest on calkowicie odgrodzony od reszty polwyspu, ludzi i zwierzat (predator free reserve), a w bezposrednim sasiedztwie plotu sa porozkladane wszelkiego rodzaju pulapki na cokolwiek, co mogloby zagrozic legowiskom ptakow (w tym sidła!). Znaczy to tyle, ze do tematu podchodzi sie tutaj powaznie 🙂
Po Omaha ruszylismy na poludnie, zeby sprobowac dostac sie w okolice innego rezerwatu i ladnych punktow widokowych. Trasa miala byc malo uczeszczana droga, ktora laczy sie z nowo wybudowana sciezka rowerowa. Droga faktycznie byla boczna i pusta, jednak google maps nas oszukalo i to nie pierwszy raz – nie byla przejezdna! Na mapie jest zaznaczona jako zwykla, a w rzeczywistosci calujesz czyjas brame, ktora blokuje przejazd. Udalo nam sie jednak odnalezc wspomniana sciezke rowerowa i pelni nadziei skrecilismy w nia. Jakis zart! Kto byl na tyle bezczelny, zeby nazwac to sciezka rowerowa? Moze dla quadow 🙂 na serio, pas nieutwardzonej, szarej, szutrowej albo nawet zuzlowej sciezki, ktora chwilami podjezdza pod mega strome pagorki, by potem na leb na szyje zjezdzac w dol i to z zakretami. Dramat. Damka goral nie dal rady, nie wspominajac o kolarce… Kosztowalo nas to sporo wysilku i rozwalona opone w kolarce (dla wtajemniczonych takie atrakcje na naszych wycieczkach rowerowych to nie nowosc, a nawet tradycja!).
Od tego momentu przejadzka sie skonczyla, kolarke trzeba bylo prowadzic. Na szczescie bylismy juz blisko Matakany, z której nasz gospodarz miał nas odebrać i przetransportowac do domu. Ponieważ dalsze plany rowerowe legły w gruzach postanowiliśmy wstapić po drodze jeszcze do bardzo znanej i rozpoznawalnej garncarni Morris&James Pottery, isniejacej tu od konca lat ’70. Przy okazji kawka i kawalek ciasta czekoladowego dalo nam sile na dalszy odcinek trasy. Szybko znalezlismy sie w Matakanie, gdzie odebral nas Geoff i w przeciagu kilku minut bylismy juz z powrotem w motelu.
Kilka wnioskow dla mozliwych przyszlych turystow w nowej zelandii – nie da sie tutaj poruszac rowerami, nie da sie rowniez wierzyc w zapewnienia miejscowych, ze istnieje tutaj cos takiego, jak sciezka rowerowa.
Ale nawet z peknieta detka i tak lepiej niz w pracy, hehehe!

20130729-092242.jpg
Kolarka Barbarka

20130729-092258.jpg
Omaha Bay

20130729-092307.jpg
Ptasi rezerwat i ostrzezenie o sidlach na Predatora

20130729-092443.jpg
Omaha beach

20130729-092506.jpg
Straznik plazy

20130729-092647.jpg
Po chodniku ale wzdluz plazy

20130729-092659.jpg
Sun of a beach

20130729-092713.jpg
Omaha beach 2

20130729-092750.jpg
“Sciezka rowerowa”, my ass.

20130729-092818.jpg
Kolorowe gary. Garncarnia Morris&James.

20130729-092857.jpg
Garncarski kruzganek

20130729-093021.jpg
Tutaj jeszcze jezdzila

20130729-093046.jpg
Flałer czyli gfiadek pszydroszny

Advertisements

10 Comments Add yours

  1. Ewa Danielak says:

    Pięknie! Pięknie! Pięknie!

  2. K. Sz. says:

    Rozwijacie się. Coraz lepsze posty i coraz lepsze fotki. Zwłaszcza zdjęcia zatoki bardzo udane, zresztą wszystkie OK.

  3. markoz says:

    Nareszcie temat rowerowo-wycieczkowy. Wspaniałe są te zielone, pogórkowate widoki.

    1. fszczesniak says:

      Mamy nadzieje, ze w przyszlosci NZ okaze sie bardziej przyjazna rowerom niz do tej pory 🙂

  4. A już myślalem, że znaleźliście jakąś lądową trasę do Nebraski /USA/. Omaha, to w końcu gdzieś tamte okolice.
    Okazuje się, że nasze białołeckie ścieżki nie takie najgorsze :).
    mayor

    1. fszczesniak says:

      Zdecydowanie wciaz pozostajemy na terenie NZ. Wczoraj nawet wspominałam sobie to jak to u nas mozna sobie jezdzic bez celu rekreacyjnie i zmieniac kierunki podczas gdy tutaj masz co najwyzej jedna mozliwa droge i jak nie wiesz ktoredy to zadne google maps Ci nie pomoze.
      Ps. Czekamy na odp. Na skypie

  5. obczajcie jakąś surfingową/windsurfingową miejscówkę żebym miał gdzie uciec z PL 😉

    1. fszczesniak says:

      Wlasnie na Omaha jest niezla szkola surfingowa ale na razie ciezko powiedziec, bo nie ma sezonu i nie widac nikogo na deskach 🙂

  6. odczytałam posta z lekkim poślizgiem, ale temat wycieczki rowerowej szczególnie mi bliski 🙂 i zabrakło wiśniowego rowerka, aby Filip mógł na nim wrócić i ja u BarbareLLi na bagażniku 😀 wspomnień czar :* wycieczki zazdraszczam :*

    1. Basia says:

      zdecydowanie zabraklo nam kombinacji rowerowo-bagaznikowych przy powrocie z dziurawa opona 😉 Moze do nas dolaczysz i powtorzymy to w naszym najlepszym stylu 😀

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s