Waiheke w pigułce

Nasz wolontariat na wyspie Waiheke dobiega końca, a zatem czas na jakieś podsumowanie.

Czy warto? Taak! Ale ponoć lepiej latem (jak wszędzie pewnie). Jednak zima tutaj też jest piękna i trudno właściwie nazwać ja zima, kiedy codziennie mamy ok.15 stopni i słońce, nawet jak trafia się jakieś przelotne opady. Wyspa jest w zimie bardzo spokojna, plaże sa puste, a mieszkańcy bardzo uśmiechnięci i niezmęczeni tabunami turystów. Ponoć w lecie sa tu ogromne tłumy turystów i aucklandczyków, którzy najczęściej spędzaja tutaj weekendy popijajac winko z wielu okolicznych winiarni zagryzajac świeża rybka lub smażac sie na jednej z wielu plaż.

Wyspa Weiheke jest podzielona na dwie części. Jedna jest dość gęsto zamieszkana, ma kilka miasteczek, kilka portów i jest dobrze skomunikowana. Sa tu busy, sklepy, winiarnie, knajpy, etc. Cała jest oczywiście górzysta, ale zachodnia (ta zaludniona) część jest bardzo gęsto porośnięta roślinnościa. Można trafić czasem nawet na fragmenty lasów deszczowych. Wschodnia część to praktycznie same wielkie prywatne posesje z jedna pętla utwardzonej, ale nie asfaltowej drogi. Nie da sie tam dostać praktycznie do żadnej plaży, bo wszystko jest zagrodzone. No chyba że od strony wody, a nie ladu. Tam znajduja sie wszelakie farmy i winiarnie. Ta część wyspy jest mniej zarośnięta, ale to ponoć jedynie wynik działalności człowieka. Ci którzy postanowili uprawiać ziemie na wyspie, lub wykorzystywać ja w inny sposób, poprostu wypalili pół wyspy i zaorali ziemie. Z tego powodu deszczu jest tutaj mniej, ponieważ chmury nie maja sie czego uczepić. Na zachodzie przytrzymuja je drzewa, a i tak deszcze nie trwaja przeważnie dłużej niż 10minut, nawet jak sa bardzo ulewne.

Ludzie na Waiheke sa bardzo przyjaźni i otwarci. Wszyscy sie pozdrawiaja, bez wzgledu na to czy sie znaja, czy widza sie pierwszy raz na oczy. Także my przywitaliśmy się przynajmniej raz z 1/3 mieszkańców wyspy ;)))
Większość ludzi których tu poznaliśmy to brytyjczycy, którzy osiedlaja sie masowo tutaj i w całej Nowej Zelandii.

Życie nocne, a w zasadzie jego brak, to chyba zaleta i wada zimy. Natomiast wszyscy bardzo chetnie spędzaja czas ze znajomymi przy piwku i ew. Kolacji

Jedzenie: nie ma tutaj pewnie wielkich różnic w porównaniu z reszta kraju. Jest kilka regionalnych ryb i owoców morza. Pyszne sa przegrzebki, które można spotkać na niektórych plażach. Wczesniej już wspominaliśmy o małżach, ale na wyspie raczej się ich nie hoduje. Dość tania i bardzo dobra jest wołowina. No i pyszne wina, które słyna na cały świat. Szczególnie udany jest szczep Syrah, bardzo zbliżony do australijskiego Shiraz. Te wina zdobywaja co roku wiele nagród. Cenowo jest dość zabójczo, jak w całej Nowej Zelandii, ale to żadna nowość. Sa jednak sposoby na oszczędne wyżywienie. Czasem nawet bardziej opłaca pójść do knajpy, niż gotować samemu dla dwojga. My kilkukrotnie skorzystaliśmy z menu przyczepy burgerowej w której czasem pracowaliśmy, a codziennie sprzataliśmy. To jest biznes naszego hosta, który jest dość popularny na wyspie. Wszystkie składniki sa bardzo świeże i organiczne, a bułki świeżutko wypiekane codziennie. Mniam ;))

Wolontariat: to najlepszy sposób na pobyt tutaj i w ogóle w nz, bo koszty noclegu sa równie drogie co wyżywienie. Ludzie sa bardzo mili, wiec wszystko wyglada jak na rodzinnej działce. Jedyny minus to, że wszyscy tutaj sa tak przyzwyczajeni do pomocników, że nikt się specjalnie nie ekscytuje, a zdarzaja się tacy, którzy moga trakowac takich wolontariuszy troche jak niewolników, nie przejmujac sie ich możliwościami i samopoczuciem. Nam sie to nie zdarzyło, ale trzeba czasem stanać we własnej obronie i nie dać się ogłupić tymi wszedobylskimi uśmiechami ( to tak, żeby nie było za różowo ;))

Najbardziej zaskakujace, co tutaj spotkalismy to fakt, iz nikt tutaj nie zamyka domow ani samochodow. No bo po co? Wszyscy sie znaja, wyspa jest malutka, nawet jakby sie cos stalo, to nie ma jak stad wyplynac. Kluczyki zostaja zawsze w samochodach, bo przeciez jakby je stamtad wyciagnac, to zaraz by sie zgubily (oficjalne tlumaczenie wyspiarzy)! W wieloletniej historii naszych gospodarzy byl tylko jeden przypadek “zaginiecia” samochodu. Sue jezdzila wtedy jakims malutkim samochodopodobnym czyms w stylu micry i jak miala rano odwiezc dzieciaki do szkoly, ze zdumieniem stwierdzila, ze samochod nie stoi tam gdzie powinien. Dave Jej nie uwierzyl i az poszedl sprawdzic na wlasne oczy – faktycznie samochod zniknal. Po dwoch godzinach znalazl sie gdzies na wyspie, zaparkowany, nienaruszony, z kluczykami na dachu i z pelna butelka whisky w srodku 🙂 nawet nie zglosili tego na policji, bo stwierdzili, ze przeciez nic sie nie stalo. Prawdopodobnie ktos wracal w nocy z imprezy i pozyczyl auto zeby podjechac do domu, hehe

I jeszcze tylko jedna rzecz – lumpeksy! Taka mala wyspa, a sa przynajmniej trzy – new hope, spca i red cross. New hope znajduje sie tuz przy “wysypisku”, wiec sprzedaja wszystko, co ludzie wyrzuca i zgarnie to smieciarka. Oczywiscie wysypisko to zbyt wygorowane slowo, poniewaz to po prostu osrodek segregacji odpadow, ktore nota bene, dziala swietnie. Caly dochod z New hope wraca do budzetu miasta, wiec jest pozytkowany dla dobra ogolu. SPCA to z kolei lumpeks, ktory istnieje przy schronisku dla zwierzat i caly dochod jest przeznaczany na pomoc bezdomnym i potrzebujacym zwierzetom. Red cross to nic innego jak czerwony krzyz, wiec tutaj nie trzeba nic tlumaczyc. Oczywiscie szabrujemy w najblizszym (new hope) prawie codziennie. Nasze zdobycze to m.in. Kurtka zimowa quicksilver za 4$, dwa komplety ubran roboczych dla nas za niecale 20$ czy np. Pokrowiec na lustrzanke na biodro marki lowe pro za 3$ (to dla naszej wspołlokatorki). A takich okazji jest po prostu co nie miara, trzeba sie tylko miec na bacznosci, bo czlowiek latwo obrasta w zbedny balast 🙂

Niedługo czas na nastepny przystanek! To rowniez bedzie wolontariat, tym razem na 4 tygodnie z wyzywieniem w miejscowosci Warkworth. Zdamy pierwsza relacje jak tylko sie tam znajdziemy. Peace!

P.s. wlasnie sluchalismy sobie rannego kakao przez internet i dostalismy pozdrowienia od Kedziora i Tymona. Sweet!

20130719-102150.jpg

20130719-102211.jpg

20130719-102227.jpg

20130719-102253.jpg

20130719-102358.jpg

20130719-102414.jpg

20130719-102442.jpg

20130719-102501.jpg

20130719-102515.jpg

20130719-102534.jpg

20130719-102551.jpg

20130719-102616.jpg

20130719-102728.jpg

20130719-103309.jpg

20130719-103315.jpg

20130719-103322.jpg

20130719-103342.jpg

20130719-103347.jpg

20130719-103355.jpg

20130719-103402.jpg

Advertisements

3 Comments Add yours

  1. ale ten czas leci – dopiero co wyjechaliście…

  2. K. Sz. says:

    “Chmury nie maja sie czego uczepić” – bardzo odkrywcze i chyba najprostsze z możliwych wyjaśnienie. Podoba mi się. Zdjęcia bardzo ładne. Dzięki za kolejny wpis, bo już sporo czasu minęło od poprzedniego.

    1. fszczesniak says:

      Prawda? To Basia jest taka madra 🙂

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s