Tajpej w 17 godzin

Przepraszamy za brak odpowiedniej kolejności ale nasz pobyt na Tajwanie byłna tyle krótki i w biegu, że nie mieliśmy kiedy cokolwiek napisać.
Przylecieliśmy do Tajpej z samego rana, coś około 6 rano, więc lotnisko było puściutkie – zero kolejek. Ne musieliśmy odbierać plecaków, ponieważ były transferowane przez linie lotnicze. Krótki spacerek przez terminale, szybkie wypełnienie formularzy, uśmiechnięty immigration officer i już mamy wbite wizy na 90 dni. Lotnisko samo w sobie dosyć przyjazne ale totalnie źle przemyślane, o czym później. Na szczęście informacja turystyczna na samym lotnisku działa niesamowicie i dzięki temu już przy pierwszym stanowisku wiemy wszystko, włacznie z tym, że każdy turysta może skrzystać z darmowej, półdniowej wycieczki z przewodnikiem (rzad płaci). A wycieczka sama w sobie jest bardzo przyjemna. Sa dwie opcje – poranna i popoludniowa. Poranna jest poza tajpej, do starej światyni, która aktualnie od paru lat jest odrestaurowywana, do muzeum ceramiki oraz na turystyczna uliczkę ze sklepami z ceramika. Popoludniowa leci do samego Tajpej. Wybraliśmy poranna, poniewaz stwierdziliśmy, że do samego Tajpej jest o wiele łatwiej dostać się samemu, poza tym zaczynała się o 8 z kawałkiem i nie musieliśmy czekać. Nasz przewodnik był strasznie śmiesznym Tajwańczykiem w podeszłym wieku, chodził cały czas z parasolka i czapeczce z daszkiem założona na pół głowy. Jego angielski był bardzo dobry jak na Azjatę ale czasami zaciagał tak, że nie można było zrozumieć najprostszych słów.
Jak się okazało, w naszej grupie znalazło się Polskie małżeństwo z Australii z mała córeczka. Miło było porozmawiać o realiach życia w Australii z punktu widzenia emigrantów, którzy spędzili tam już prawie 10 lat. Z ich punktu widzenia jest to naprawdę świetne miejsce na emigrację, biorac pod uwagę standard życia, klimat, zarobki oraz ludzi. Tak więc obejrzeliśmy razem atrakcje darmowej wycieczki, potem odpoczęliśmy chwilę na lotnisku i wybraliśmy się do Tajpej. Autobus z lotniska jechał mniej więcej 40 minut, więc wszyscy ucięli sobie przyjemna drzemkę – temperatura 37 stopni i duża wilgotność powietrza jednak solidnie męcza. Rozdzieliliśmy się w centrum Tajwanu i umówiliśmy na wspólne zwiedzanie Taipei 101 popołudniu. My skierowaliśmy swoje kroki do najbliższego parku, sadzac, że będzie tam trochę chłodniej – nic bardziej mylnego, ale przynajmniej było trochę zielono 🙂 dalszy spacer zaniósł nas obok parku botanicznego i memoriału Czang Kaj Szeka. Jest to wielki plac, gdzie po jednej stronie stoi teatr, po drugiej filharmonia (identyczne, symetryczne budynki), a na wprost stoi pomnik. W sumie ciężko to nawet nazwać pomnikiem, a memoriał to chyba niezbyt trafbe tłumaczenie słowa “memorial”. Generalnie jest prawie identyczny jak Lincoln’s Memorial w Washington D.C. – wysokie schody, duża pusta hala, a na środku, na podwyższonym tronie, siedzi Kaj Szek z brazu. Oczywiście towarzyszy mu warta honorowa składajaca się z dwóch żołnierzy. Załapaliśmy się na zmianę warty, jednak w niczym nie przypominało to naszej kompanii honorowej ani U.S. Marine Corps silent drill. Nasze pierwsze skojarzenie to bardziej moonwalk Michaela Jacksona 🙂 tak śmiesznie wywijaja nogami, że głowa mała!
Szybko opuściliśmy ten przybytek, ponieważ zebrał się tłum i nie dało się w tej saunie wytrzymać. Tym razem kierunek – Taipei 101. Filip nabawił się już lekkich obtarć na stopach, ponieważ chodziliśmy w japonkach i postanowił przejść się na bosaka. Ulice sa bardzo czyste więc była to dla niego spora ulga. Taipei 101 to obecnie trzeci najwyzszy budynek na świecie, ma 508 metrów wysokości co daje 101 pięter. Dodatkowo ma najszybsza windę na świecie, która wwozi turystów na taras widokowy z prędkościa ponad 60km/h. Co ciekawe, wcale tego nie czuć tylko ciśnienie w uszach pstryka dość szybko. Widoki z tarasu widokowego sa niezle, gdyby tylko nie bylo nad miastem takiego smogu. Jest taras otwarty i zamknięty (różnica dwóch pięter), a pośrodku można wejść do pomieszczenia, w którym wisi potężna kula na linach i wspornikach, majaca na celu redukowanie wstrzasów i wychyłów tak wysokiego budynku. Wot technika 🙂 Australijczycy finalnie nie dotarli ale na szczęście wymieniliśmy się wcześniej adresami e-mail, więc na pewno będzie jeszcze okazja się spiknać.
Gdy zjechaliśmy z powrotem było już ciemno i dosyć późno, więc postanowiliśmy wracać na lotnisko i ew. wziac jeszcze prysznic przed wylotem. Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić. Kierowaliśmy się do metra jednak nie było to proste, ponieważ oznaczenia miejskie sa lekko mówiac do dupy. Dodatkowo, kogo nie pytaliśmy o drogę, pokazywał nam inny kierunek niż jego poprzednik. Co z tego, że mieliśmy mapę, skoro nie dało się z niej wyczytać żadnych punktów orientacyjnych ani kierunków. Co ciekawe, dodatkowym utrudnieniem jest fakt, że wszystkie mapy okolicy stojace na skryżowaniach sa poodwracane. Innymi słowy, gdy stoisz twarza na południe, to mapa pokazuje to co masz pred soba, czyli południe jest na górze mapy. Idziesz do drugiej mapy na tym samym skrzyżowaniu, która jest skierowana na wschód – wschód jest na górze. Róża wiatrów jest oczywiście odpowiednio przekręcona ale co z tego, skoro wprowadza to nie byle jakie zamieszanie! My na szczęście zorientowaliśmy się dosyć szybko co jest grane, więc nie wprowadziły nas w bład ale również nie mogliśmy z nich skorzystać.
Tym samym, dotarcie do metra zajęło nam naprawdę dużo czasu plus odnalezienie się w przejściach podziemnych i trafienie na odp. peron. Gdy dotarliśmy z powrotem na dworzec kolejowo- autobusowy niemożliwościa okazało się odnalezienie przystanku na lotnisko. Bładziliśmy ponad godzinę, aż w końcu dzięki uprzejmości przechodnia namówiliśmy kierowcę autobusu lotniskowego, żeby zabrał nas z przystanku na którym wysiadaliśmy. To było szaleństwo, ponieważ czas naprawdę zaczał się kurczyć… W autobusie krótka drzemka (oczywiście) i potem bieg na gate’y. Lotnisko w Tajpej jest pod tym względem beznadziejne, ponieważ żeby dotrzeć z T1 na T2 i po drodze odebrać bagaż z przechowalni pokonaliśmy na piechotę chyba odległość antycznych maratończyków. To jakby z dworca centralnego trzeba było iść na śródmieście przez złote tarasy, galerię centrum i nowy świat, a nogi bolały, oj bolały… To spowodowało, że nie udało się wykapać, a tylko odświeżyć w toalecie przy naszym gate’cie i zmienić gacie 🙂

Uff, niby tylko 17 godzin postoju, a tyle się udało zobaczyć. Nauczka na przyszłość? Do chodzenia po Tajpej lepiej założyć sandały!

Good night and good luck, mates
B&F

20130704-084522.jpg

20130704-085615.jpg

20130704-085624.jpg

20130704-085641.jpg

20130704-085657.jpg

20130704-085716.jpg

20130704-085727.jpg

20130704-085736.jpg

20130704-085802.jpg

20130704-085822.jpg

20130704-085846.jpg

20130704-085832.jpg

20130704-085906.jpg

20130704-085917.jpg

20130704-085930.jpg

20130704-085957.jpg

20130704-090013.jpg

20130704-090030.jpg

20130704-090052.jpg

20130704-090106.jpg

20130704-090118.jpg

20130704-090132.jpg

20130704-090146.jpg

20130704-090155.jpg

Advertisements

9 Comments Add yours

  1. Kate47 says:

    Jestem pod wrażeniem! Piękne zdjęcia.

  2. Krzysztof Szcześniak says:

    Zdjęcia very OK. Kiedy można się spodziewać kolejnej relacji? Nie muszą być takie długie, lepsze krótsze a częstsze (ze zdjęciami oczywiście).

    1. fszczesniak says:

      Ale skoro sie tyle wydarzylo, to trzeba bylo wszystko opisac!

  3. fajne foty, moje ulubione klimaty. na Waszym miejscu bym tam został 😉
    relację czyta mi Agata ale bez polskich liter to brzmi jakby była spod samiuśkich Tater.

    1. fszczesniak says:

      Polskie litery sa oprocz ą, bo wordpress jej po prostu nie ma, you lazy bastard! Tajpej na pewno jeszcze odwiedzimy ( kiedys). Cus’ we can…!

  4. Kate47 says:

    Nie przejmującie się uwagami krytycznymi. Wystarczy po dłuższym akapicie robić większą interlinię i tekst będzie bardziej czytelny.
    Mam dla Was zagadkę. Kiedy utworzone zostało Królestwo Nowej Zelandii? Czy coś Wam mówi ta data? Ale najpierw ją sami wyszperajcie.
    Miłego dnia, my idziemy spać zmęczeni 30-stopniowym upałem. Pa.

  5. Cześć Basik…nie widzę tylko uśmiechu na Twojej twarzy….opisy relacje obszerne, ciekawe SUPER! …..może wydacie kiedyś książke….buziaki dla WAS!

  6. klaudia says:

    Trochę zazdraszczam tej egzotyki – czekam na więcej 🙂 good luck & have fun ❤

  7. G says:

    ja też chce !!!

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s